Jesteś 4744 gościem odwiedzającym naszą stronę w 2017 roku.
mtb-votum.pl

Maraton MTB w Norwegii

Ewa

Nasz zawodnik, Marcin Kowalczyk, spędza końcówkę sezonu w Skandynawii. Jak się okazało, "wikingowie" na rowerach tez lubią się ścigać, a Marcin już miał okazję przetestować ich nogę. O tym jak wygląda MTB w Norwegii możemy poczytać poniżej:

         "Pierwszy start w Norwegii planowałem dopiero za dwa tygodnie. Na szczęście dzień przed odbyciem się wyścigu HS: VAGLE zupełnie przypadkowo trafiłem na informację o nim. Szybko przejrzałem stronę wyścigu, start zaplanowany 30 kilometrów ode mnie. Bez zastanowienia postanowiłem wystartować. Jedyne co musiałem zrobić to wymienić linki, które przestały odpowiednio działać po wizycie nad morzem, a rano pojawić się na starcie.
             Dzięki temu wyścigowi zaobserwowałem kilka ciekawostek. Zauważyłem, że wszystkie rozgrywane wyścigi znajdują się w kalendarzu Norweskiego Związku Kolarskiego (NCF). Zawodnicy posiadający licencję płacili niższe wpisowe. W przypadku gdy ktoś licencji nie posiadał- mógł wykupić licencję jednodniową. Patrząc na wyniki zawodów widać, że praktycznie każdy tutaj zrzeszony jest w jakimś klubie. Jest ogromna ilość klubów kolarskich, większa niż w Polsce, a kraj liczy jedynie trochę ponad 5 milionów mieszkańców. Co jeszcze daje posiadanie licencji? Prócz tańszych opłat startowych podobno liczne rabaty w sklepach rowerowych. Rabatów, które z tego co się dowiedziałem sięgają kilkudziesięciu %.
           Wracając do wyścigu, ponieważ wcześniej się nie rejestrowałem, w biurze zawodów pojawiłem się jako jeden z pierwszych. Dwie godziny przed startem było nas kilkunastu, o godzinie 11 na starcie pojawiło się 250 zawodników. Nastąpił punktualny start, początkowo przebijałem się z około 50 pozycji na starcie, po kilku kilometrach jechałem już w czubie wyścigu. Trasa nie była wymagająca technicznie. 42 kilometry, około 500 metrów w pionie. Dużo szutrów, trochę asfaltów, większość podjazdów miała 3-4%. W połowie wyścigu jechaliśmy wzdłuż plaży, gdzie czuć było silny wiatr. Sama końcówka wyścigu to 10% piaszczysty podjazd. Na trasie praktycznie brak było strzałek, jednak nie dało się pomylić trasy. Były one porozwieszane w odpowiednich miejscach. W związku z szybką trasą, jaka wpływała na trochę szosowy przebieg wyścigu starałem się kryć gdzieś w środku pierwszej grupki. Taktyka wydawała się dobra. Niestety nie znałem trasy, po 1/4 dystansu na trasie był wąski drewniany mostek, którego szerokość pozwalała na wjazd tylko pojedynczo. Niestety przede mną doszło tam do kraksy, nim mogłem wrócić do kontynuacji ścigania kilkunastoosobowa czołówka odjechała na prawie minutę. Postanowiłem postawić wtedy wszystko na jedną kartę i próbować dogonić uciekającą grupę zawodników. W końcu nie pojawiłem się na starcie, żeby walczyć o drugą dziesiątkę. Wraz z kilkoma innymi zawodnikami goniłem czołową grupę. Żeby zmniejszać dzielący nas dystans trzeba było jechać praktycznie na 100%. Po upływie kolejnych 10 kilometrów wykorzystując jeden z krótkich podjazdów udało mi się wrócić do gry. Niestety nim zdążyłem złapać oddech zaczęły się górki, a wraz z nimi ataki. Starałem się je przetrzymać, niestety po którymś z kolei odpadłem z walczącej o czołowe miejsca grupy. Kilka minut spadałem w klasyfikacji w końcówce wyścigu próbując jeszcze ratować sytuację- bardziej siłą woli niż mięśni. Pod koniec jak już wcześniej wspominałem, czekał stromy i piaszczysty podjazd. Pilnowałem tam swojej pozycji, na jego szczycie przejechałem pomiar czasu, zrzuciłem łańcuch z blatu i zacząłem się rozjeżdżać. Nagle wyprzedziło mnie dwóch finiszujących zawodników. Okazało się, że meta umiejscowiona jest na kolejnym pomiarze znajdującym się jakieś 300 metrów dalej, przekroczyłem ją jako 39 zawodnik. Dobrze to wiedzieć w przyszłości.
            Podsumowując krótko wyścig w moim wykonaniu- nie poszło źle. Wprawdzie kilka popełnionych błędów wyeliminowało mnie z walki o ścisłą czołówkę, ale wpływ na wynik mogła też mieć zupełna nieznajomość zawodników i trasy wyścigu. Poziom wyścigu oceniam na bardzo wysoki i wyrównany, pokazuje to różnica pomiędzy zwycięzcą i setnym zawodnikiem wynosząca zaledwie 10 minut. Mi udało się wykręcić średnią 32km/h i pojawić się na mecie po niecałych 5 minutach za triumfatorem wyścigu. Pokazuje to, że niewielkie poprawki mogą mieć ogromny wpływ na polepszenie wyników w przyszłości. Teraz przede mną kolejne dwa tygodnie treningów, a później prawdopodobnie start w maratonie w którym każdego roku startuje największa liczba zawodników na świecie, a regulamin wymaga jazdy z plecakiem ważącym przynajmniej 3,5kg. Na pewno też podzielę się po nim wrażeniami."

Marcin

Sponsorzy generalni:

DSA